Tytuł Pańskiej książki „No Future Book” (Nie ma przyszłości dla książki) brzmi dość złowieszczo. Ale to nie jest lament, tylko raczej próba zrozumienia przemian, jakie zachodzą we współczesności. Na czym one – jeśli sprowadzić je do kilku punktów – polegają? – Przede wszystkim zmienia się model biznesowy, w jakim dotychczas funkcjonowała kultura. Dotąd sprzedawano muzykę czy filmy na sztuki, a książki na egzemplarze, sprzedawano w masowych nakładach, masowo produkowano. Przykład filmu i muzyki, gdzie format cyfrowy skutecznie wypiera produkt materialny, to dla wydawców książek ważna przestroga – niedługo książkę może czekać to samo. Starałem się zatem przedstawić wszelkie możliwe aspekty tej przyszłej, cyfrowej kultury, począwszy od oczekiwań odbiorcy, przez zmianę treści przekazu kulturowego i lingwistyki, po propozycje nowych rozwiązań biznesowych, opartych w większym stopniu na zbiorowym zarządzaniu prawami autorskimi, niż na pobieraniu opłat za pojedyncze egzemplarze. Reglamentowanie dostępu do zasobów objętych copyrightem Internetu okazało się ślepym zaułkiem, a to Internet będzie głównym forum wymiany myśli i kultury. Pisze Pan, że tytuł książki jest symboliczny. Dlaczego? – Tytuł na pierwszym miejscu jest prowokujący – śmierć książki, „no future”, czyli bez przyszłości – tak mocne stwierdzenia miały skłonić czytelnika do zastanowienia, a przede wszystkim w ogóle zwrócić jego uwagę na to, że „jest taki problem”. Jakie w wyniku rozmaitych przemian, o których Pan wspomniał, będą społeczno-kulturowe profity, a jakie straty? Kultura się wzbogaci czy raczej zubożeje? – Przede wszystkim zagrożona jest pozycja samego twórcy. Jeśli nie będzie on mógł pobierać opłat za swoje utwory, może znacznie ograniczyć zakres swojej twórczej pracy. Dlatego niezbędny jest system pobierania opłat za treści w formie cyfrowej. Jest to spory problem, gdyż samo powielanie plików nic nie kosztuje, można je zatem duplikować i dystrybuować w sposób nieomal nieograniczony. O zubożeniu kultury piszę także w kontekście: księgarń, bibliotek, drukarń, wydawnictw, gdyż te wszystkie profesje czekają ogromne przeobrażenia, a w rezultacie nie obejdzie się bez likwidacji tysięcy księgarń i bibliotek, co dla ich pracowników jest wizją na pewno straszną. Ulice miast bez księgarń? Osiedla bez bibliotek? Taka kultura wydaje się uboższa. Z drugiej strony współczesny odbiorca otrzymuje dostęp do nieograniczonych zasobów kultury i nauki. Niedługo dzięki Google nie tylko będzie można wynajdować w sieci dowolny utwór, ale będzie go też można przeszukiwać wewnątrz treści. To prawdziwa rewolucja! Łatwość wyszukiwania cytatów, łatwość kompilowania tekstu – to zarówno wielka szansa dla kultury, jak i zagrożenie. Sieć to też nowe formy przekazu, komunikacji i odbioru. W książce pisze Pan, i nie brzmi to zachęcająco, np. o „rezygnacji z własnych potrzeb w celu wyróżnienia się w sieci”. Inne uwagi, np. dotyczące ekshibicjonizmu, również nie zapowiadają niczego dobrego. Jakie skutki psychospołeczne, Pana zdaniem, niesie ze sobą rewolucja książki? – To bardzo trudny temat, gdyż tak naprawdę nie mamy jak na razie dostatecznie dużo wiedzy na temat tego, jakie będą psychologiczne skutki ciągłego obcowania z przekazem pozawerbalnym. Ja tylko przedstawiam pewne zagrożenia, opierając się na nielicznych badaniach psychologów i socjologów. Na pewno mamy do czynienia na masową skalę z zupełnie nową formą ekspresji twórczej, jaką jest blog. Psychologowie, słusznie moim zdaniem, zwracają uwagę na ekshibicjonistyczny charakter blogu, który jest swego rodzaju publicznym pamiętnikiem. Jedną z Pana obserwacji dotyczących świata wirtualnego jest „ucieczka od samego siebie”. Czy czekają nas także przemiany w fabułach nowych książek? Czy jest możliwe np., że archetypiczne tematy, które powtarzały się od najdawniejszych czasów w sztuce będą musiały teraz ustąpić miejsca nowej symbolice? – Z pewnością tak, choć jest oczywiste, że nowe formy ekspresji nie wypierają całkowicie poprzednich. Zasadnicza zmiana dotyczy jednak struktury książki, w tym powieści, a nie treści, gdyż treść zwykle odpowiada potrzebom czasów oraz uniwersalnym pytaniom światopoglądowym i emocjonalnym człowieka. A czy powstanie nowej e-cywilizacji radykalnie odwróci kanon literatury światowej? Czy możliwe jest, by uznane powszechnie dotąd arcydzieła przestały być zrozumiałe? – To raczej nie jest możliwe, niemniej nowa struktura wywraca do góry nogami teorię powieści, która ma początek i zakończenie oraz w linearny sposób rozwijającą się fabułę. Hipertekst, a więc system odnośników do kolejnych fragmentów tekstu (leksji) wyklucza linearne czytanie, nie ma początku, nie ma końca, a co najważniejsze – czytelnik sam staje się współautorem, no i sam decyduje, w jakiej kolejności będzie czytał hipertekst. Dla wielu kolekcjonerów książka jest ważna jako przedmiot po prostu. Wiąże się to np. z określoną kulturą zbieractwa. Czy należy się spodziewać całkowitego zaniku takiej kultury, czy może raczej kolekcjonowanie książek będzie po prostu jeszcze bardziej elitarnym kaprysem? – Jako przedmiot kolekcjonerskich transakcji książka na pewno pozostanie, ale czy to kogokolwiek pociesza? Zgoda, że grzbiety książek ładnie meblują mieszkania, ale przecież mogą je zastąpić eleganckie atrapy. Nie odpowiedzieliśmy tu sobie jednak na pytanie, dlaczego tak miałoby się stać? Dlaczego e-książka miałaby zastąpić pięknie wyglądający, pachnący farbą drukarską wolumin? Otóż powodów jest kilka, nie wszystkie tu wymienię. Przede wszystkim decydować będzie dostępność – książka, którą natychmiast można ściągnąć w formie pliku jest łatwiej dostępna niż książka-egzemplarz. Po drugie, funkcjonalność. Chodzi tu m.in. o możliwość wewnątrztekstowego wyszukiwania, o możliwość łatwego kopiowania fragmentów, cytatów do własnych dokumentów, o możliwość tworzenia własnych notatek, ale także np. o możliwość powiększania czcionki, co ma znaczenie dla osób słabiej widzących. Ostatnim, bodaj najważniejszym czynnikiem, jest rozwój technologii e-papieru, a więc wyświetlaczy elektronicznych, które umożliwiają komfortowe czytanie, równie komfortowe jak na zwykłym papierze, tak by nie męczyły się oczy. Te technologie już są masowo stosowane, wystarczy tylko wspomnieć o sukcesie wprowadzonego pod koniec 2007 roku e-czytnika książek Kindle firmy Amazon. Kindle to jak na razie dość droga zabawka elit, ale myślę, że kolejne, coraz tańsze wersje tego typu urządzeń, zrewolucjonizują nasze biblioteki. |