– Ile w „Xennie” jest twoich własnych doświadczeń? Trudno nie porównywać bohatera z autorem… – Faktycznie, bohater wyposażony jest w moje cechy fizyczne, a i na pewno częściowo charakterologiczne. Nie zmienia to faktu, że jest obrzydliwym hedonistą i nie za bardzo chciałbym być z nim porównywany, bo to nie jest porównanie stawiające mnie w pozytywnym świetle. W końcu bohater to pijak, utracjusz, notoryczny kłamca i seksoholik. Co się tyczy doświadczeń, to cała literatura, wyjąwszy może science-fiction, fantasy czy część książek dla dzieci, opiera się na doświadczeniach. Pisarstwo polega na podpatrywaniu, także na swego rodzaju kradzieży życiorysów innych. W tej książce jest oczywiście konglomerat fikcji, realiów, postaci prawdziwych i zmyślonych. Widzę w kawiarni piękną kobietę, wyjmuję notes i zaczynam ją opisywać, dodając wszystko, co dyktuje fantazja. Jeśli nie doświadczamy świata, jeśli nie próbujemy życia, to trudno tworzyć literaturę. I w tym sensie „Xenna” jest historią, mam nadzieję, prawdziwą, choć na pewno opisana postawa bohatera ani nie jest społecznie akceptowana, ani – na szczęście – zbyt częsta. Historią prawdziwą, co nie znaczy, że moją. „Xenna” nie jest pamiętnikiem, choć pisana w pierwszej osobie może momentami sprawiać wrażenie wynurzeń osobistych. – Czy wszystkie miejsca, jakie opisujesz, te w Polsce i te poza nią, istnieją? – Istniej, albo istniały, bo być może niektóre z opisywanych knajp zostały już zamknięte… Na przykład La Diabla, w której bohater pije tekilę w Veracruz już nie istnieje, co stwierdziłem podczas ostatniego pobytu w Meksyku, w listopadzie ubiegłego roku… Ale znam te wszystkie miejsca, byłem w nich. – Wrażenia na temat gatunków alkoholi też są autentyczne i „należą” do autora? – Jak najbardziej! Zdecydowanie nie lubię rumu, whiskey, brandy i żołądkowej gorzkiej. Gustuję w tekili, grappie, a przede wszystkim likierach ziołowych, jak węgierskie unicum czy czeski fernet. W książce alkohol leje się bez przerwy. Sam tyle nie piję, co mój bohater, bo i zdrowia i czasu brak. Co nie znaczy, że nie lubię. – Zmieńmy temat - na poważniejszy. „Xenna" to tak naprawdę… dwie książki. Część pierwsza, młodzieńcza i imprezowa, różni się od dwóch kolejnych - dojrzałych, wręcz romansowych. Nie sądzisz, że utrudnia to sklasyfikowanie powieści? Co bardziej stateczni czytelnicy mogą się zniechęcić… – Uważam, że „Xenna” jest powieścią, po którą sięgnie przede wszystkim młodzież, choć młodzież starsza, pełnoletnia już. Wszak książka sprzedawana jest z opaską „tylko dla dorosłych”. Pewnie głównie młodzież alternatywna, zbuntowana, zresztą z myślą o takim odbiorcy pisałem. Im dalej, tym bohater jest starszy, pod koniec ma 55 lat, więc „bunt mu się ustatkował”, jak to mawiał Jacek Podsiadło. Także bohaterka stała się dojrzałą kobietą. Główny jednak problem – brak zdecydowania, bo o tym głównie jest powieść – pozostaje aktualny w każdej z części, niezależnie od wieku bohatera. – Czy nie jesteś jednak dla niego zbyt łagodny, posądzając wyłącznie o „brak zdecydowania”? – Powiedziałem już – jest utracjuszem i wstrętnym hedonistą, postacią odrażającą, której nie sposób lubić. Krzysztof Masłoń napisał o nim „antybohater” i to jest absolutnie prawda. – Co w tej książce jest „tylko dla dorosłych”? – Choćby dużo erotyki. Myślę, że pornografia to za mocne określenie, bo ta erotyka jest jednak w tle, już bardziej wyeksponowany jest alkoholizm bohatera. Jest też sporo wulgaryzmów. Oczywiście to nic szczególnego we współczesnej literaturze, jest wiele książek – i znacznie bardziej erotycznych, i bardziej wulgarnych. Tak więc hasło „tylko dla dorosłych” to w dużej mierze chwyt marketingowy. A i jakaś forma zabezpieczenia przed atakami krytyki. |