– I znów – jak w przypadku „Xenny”, twojej pierwszej powieści – wszyscy będą cię pytać, czy zdarzenia opisane w „Melanżach z żyletką” to część twojego życia?
– Życia? A czy tak można żyć? W „Melanżach” przedstawiłem karykaturalny świat niekończących się imprez i neurotyczną miłość, przykrytą fasadą kłamstw i zdrad. W tej powieści trudno odróżnić rzeczywiste zdarzenia od mitów i rojeń, gdyż bohaterka bez przerwy konfabuluje. Wprawdzie narratorem jest mężczyzna, ale on sam nie bardzo radzi sobie z rzeczywistością, uciekając od decyzji, czy wręcz od wyrażania emocji, w alkohol i narkotyki. – Zdarzyło się, by ktoś porównywał „Melanże” do „Lolity”? – Uwielbiam Nabokova, jest mistrzem opisu, zwłaszcza dziewczęcych uroków. „Melanże”, podobnie jak „Xenna”, w dużej mierze opierają się jednak na dialogach, pod względem formalnym z prozą Nabokova nie mają wiele wspólnego. Moja bohaterka też jest inna, jej relacje z mężczyzną są inne, no i on nie jest pedofilem. Jeśli jednak popatrzymy na „Lolitę” jak na opowieść o fascynacji dziewczęcością, to oczywiście można znaleźć cechy wspólne. Bohaterka „Melanży” uwodzi swoją młodością. I tak samo jak z Dolores Haze, daleko jej do niewinności. – Delikatnie będę polemizował, bo „Melanże” to w sferze formalnej książka inna niż „Xenna”. W której konwencji czujesz się lepiej? – „Melanże” to w pewnym sensie kontynuacja „Xenny”. Ten sam bohater, te same fascynacje, te same problemy z uzależnieniami… Do tego punk rockowa scenografia. Jeśli zaś chodzi w ogóle o stylistykę, to muszę powiedzieć, że lubię się bawić różnymi stylami narracji, zdecydowanie jednak wolę pisać w pierwszej osobie, co moim zdaniem nadaje większej dynamiki, ale powoduje też, że bohater utożsamiany bywa z autorem. Najważniejsze, to nie przegadać historii. Ja, pracując nad redakcją tekstu, znacznie więcej wykreślam, niż dopisuję. Czytelnik nie ma prawa się nudzić, nie ma zatem sensu wplatać więcej słów – zwłaszcza w dialogi – niż to konieczne dla fabuły. – Co zatem zaproponujesz czytelnikom w swojej kolejnej książce? – Kończę powieść pt. „Disorder i ja”. Chcę ją wydać w styczniu 2009 roku, i to będzie jakby trzecia część cyklu, który zapoczątkowała „Xenna”. Choć chronologicznie opowiadać będzie o czasach wcześniejszych, kiedy bohaterowie są „wesołymi żulikami” i mają po dwadzieścia kilka lat. Równolegle pracuję nad zupełnie inną książką, nazwałbym ją „czułą”, w odróżnieniu od degenerackich opowieści znanych czytelnikom „Xenny” i „Melanży z Żyletką”. Znów wprawdzie moi bohaterowie uciekać będą od miłości, ale niekoniecznie spektrum ich potrzeb ograniczać się będzie do pijackich libacji. Libacji w tej książce nie będzie, ostrych scen także nie. |