Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Myślmy pozytywnie! Środa, 7 Października, 1998
Krzysztof Masłoń
  Dyskusja wokółksiążki Łukasza Gołębiewskiego "Rynek książki w Polsce". Jedną zimprez towarzyszących tegorocznym Krajowym Targom Książki była zorganizowana przez Ars Polonę i "Magazyn Literacki" dyskusja branżowa "Rynek książki w Polsce". "Rzeczpospolita" z 7.10.1998 zamieściła obszerne jej fragmenty. Dziś materiał ten ma charakter wyłącznie archiwalny.

ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI: Rok 2000 to nie tylko koniec wieku, ale irok, w którym Polska będzie gościem honorowym Targów Książki we Frankfurcie. Zarówno wydawcy, jak księgarze przygotowują się już do tego wydarzenia. Przedkładam państwu prognozy dotyczące rozwoju sprzedaży książek w najbliższych latach. Przewidywany przeze mnie na ten rok wzrost sprzedaży książek przez wydawców wynosi 23 proc. , a to w porównaniu zostatnimi latami nie jest dużo, zwłaszcza że ceny książek rosną w zbliżonym tempie. Z kolei przychody na rynku księgarskim wzrosną o 14 proc. , a skoro przyjmiemy, że ceny książek wzrosną o ok. 20 proc. , w zasadzie będziemy mieć do czynienia z 6-procentowym spadkiem wielkości sprzedaży w księgarniach. W perspektywie roku 2000 nie ma się co łudzić, że ceny książek utrzymają się na dzisiejszym poziomie. Wreszcie trzecia tabela pokazuje wzrost przychodów z bezpośredniej sprzedaży książek. Tutaj wzrost jest bardziej dynamiczny, ale też znacznie mniejszy niż w ubiegłym roku, gdy w porównaniu z rokiem 1996 wynosił on 93 proc. W tym roku zakładamy wzrost 50-procentowy, następnie - 55-procentowy. Generalnie należy się spodziewać, że wzrost sprzedaży w najbliższych dwóch latach będzie znacznie mniejszy niż w dwóch latach poprzednich. W latach 1996-98 sprzedaż była bardzo duża, teraz na pewno nastąpi jej spłaszczenie. Dane, które opublikowałem w swojej książce, wykazują, że w ciągu ostatnich trzech lat sprzedaż wzrosła aż o 107 proc. Niektórzy wydawcy z tym polemizują, mówiąc o znacznie mniejszym wzroście sprzedaży czy wręcz ojej spadku. Najważniejszy wskaźnik, czyli wysokość obrotów na rynku sprzedaży wydawców wynosząca 1200 mln PLN, na pewno nie jest zawyżony, jeżeli już, to myślę, że rzeczywista sprzedaż była nawet trochę większa. Pozytywne tendencje, o których pisałem, znalazły potwierdzenie w innych badaniach: Centrum Informacji o Książce i Biblioteki Narodowej. Np. wysokość średniego nakładu, którą oszacowałem na 6200 egzemplarzy, według CIoK-uwynosi 6300 egz. , a według BN 5900 egz. , co nie przystaje do obiegowej opinii, według której średni nakład nie przekracza 4 tys. egz. Skądś się jednak takie oceny biorą. Myślę, że księgarze i hurtownicy, którzy lansują tezę, że nakłady są niższe, często nie dostrzegają tej sprzedaży, jaka odbywa się poza ich systemem dystrybucji, a jest to sprzedaż ogromna, obejmująca m. in. Harlequina, Pol Nordicę, książki sprzedawane poprzez Ruch. Oczywiście, księgarnie wciąż sprzedają ponad 60 proc. wydawanych książek i są najważniejszym ogniwem rynku. Niewykluczone, że na rynku dystrybucji książki pojawi się duży, zachodni kapitał. Sądzę, że obawy przed jego wejściem są nieuzasadnione, gdyż najważniejszy jest tu punkt widzenia czytelnika, dla którego istotne jest, by dostał książkę w miarę tanio, mógł dotrzeć do informacji o niej, wiedział, gdzie jej szukać. Dla niego pojawienie się dużej, kompetentnej firmy zdobrą logistyką i zapleczem jest korzystne, a nie będzie się przejmował, gdy zbankrutuje kilka małych księgarń, które dziś stać jedynie na wypłacanie pensji pracownikom. Optymizm, który niekiedy mi się zarzuca, a który towarzyszy moim publikacjom, głównie wynika z tego, że wmoim przekonaniu ludzie chcą czytać książki. Moim zdaniem to nieprawda, że odwracają się od książki i że czytelnictwo spada. Nie znajdujemy na to potwierdzenia w wynikach przeprowadzonych badań. Czytelnicy już się przyzwyczaili, że książka jest obecnie znacznie droższa niż w PRL i że stanowi jakiś znaczący wydatek wbudżecie domowym; ta ważna bariera psychologiczna została przełamana. Spodziewany wzrost sprzedaży książek w najbliższych latach dotyczyć będzie, jak myślę, przede wszystkim literatury pięknej i książek dla dzieci. Odbędzie się on, zapewne, kosztem podręczników i szeroko pojętej literatury edukacyjnej, związanej z nauczaniem, która w tej chwili ma bardzo duży udział wobrotach na rynku książki, znacznie wyższy niż w innych krajach europejskich. Prawdopodobnie udział ten spadnie z 24 proc. do 20-21 proc. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że te pozytywne tendencje, o których pisałem, związane są w dużej mierze z zerową stawką VAT na książki, która obowiązuje właśnie do roku 2000. Nie wiem, co będzie potem, ale to w najbliższych latach należy zrobić wszystko, żeby w 2000 r. branża była na tyle silna, by móc poradzić sobie zewentualnymi obciążeniami fiskalnymi łączącymi się z 7- czy 22-procentową stawką VAT. Wydaje się, że część wydawnictw już w tej chwili byłaby w stanie sprostać temu wyzwaniu, natomiast system dystrybucyjny zpewnością - nie.

KRZYSZTOF KALETA (International Publishing Service): W księgarstwie pracuję 40 lat, zajmując się obecnie tym jego sektorem - myślę tu o eksporcie i imporcie - który akurat nie znalazł dla siebie miejsca w "Rynku książki w Polsce" Łukasza Gołębiewskiego, a obroty wtym sektorze sięgają, na moje wyczucie, 150 mln złotych. Co nie zmienia mojej opinii, że tą unikatową książką wszedł pan Łukasz do historii naszej branży. Uważam, że w następnych edycjach "Rynku książki. .. " więcej uwagi należałoby poświęcić też wydawnictwom elektronicznym, również tym, które kiedyś nazywano audiowizualnymi, mapom i nutom. Zabrakło mi również opisu przebiegu gry cenowej, jaka odbywała się po 1989 r. , kiedy odeszliśmy od ceny katalogowej i jak wygląda sytuacja dzisiaj, gdy podejmowane są próby powrotu do niej. Warto także byłoby przypatrzyć się, jak wygląda sieć księgarska w nowym podziale administracyjnym kraju, zwłaszcza w miastach powiatowych.

KRZYSZTOF RAJEWSKI (LSW): Przypomnę, że w latach 70. powstała książka "Autor, rynek, wydawca" w jakimś sensie podobna do książki Łukasza Gołębiewskiego. Mnie brakuje pewnych danych, sugestii, co czeka wydawcę, hurtownika, księgarza w roku 2000, a nie prognoz, jaki będzie rynek książki. Krótko mówiąc: potrzeba informacji opopulacji ludności, strukturze państwa, przewidywanych zasobach finansowych społeczeństwa, relacjach ze światową kulturą i nauką. Na razie taką bazą danych nie dysponujemy, abez niej w dalszym ciągu będziemy krążyć wokół tego, co jest, nie bardzo wiedząc jak poszczególne elementy rynku powinny ze sobą współdziałać u progu następnego tysiąclecia.

JACEK RACIBORSKI (Wyd. Naukowe Scholar): Nie przyłączę się do komplementów pod adresem autora "Rynku książki w Polsce". Wśród największych wydawnictw naukowych zaraz po PWN-ie znalazłem ABC, które - nic jemu nie ujmując - nie jest ściśle naukowe, a pominięty został krakowski Universitas czy nasz Scholar zobrotem 1 mln zł i wydanymi 80 tytułami. Agdzie są wydawnictwa uczelniane, choćby lubelskiego UMCS-u? Jeśli zaś chodzi o szacunki przychodów, to pieniądze te w znacznej mierze istnieją tylko na papierze, o czym wiedzą wszyscy uczestnicy rynku książki. Jest to szczególnie widoczne w wypadku książki naukowej, dlatego, że sprzedaż ma tu charakter komisowy. Nie należy tworzyć wrażenia jakiejś superkoniunktury. Jakoś to się kręci - i tyle.

ANIELA TOPULOS (Wydawnictwa Naukowo-Techniczne): Mam zastrzeżenia do przyjętej metodyki. Pan Gołębiewski pytał wydawców, jakie mają obroty, ale proszę pamiętać, że w różny sposób prowadzi się sprzedaż. Jeśli sprzedaje się według ceny zbytu, to przejście z niej na cenę hurtową natychmiast podnosi obroty o 15-20 procent. Przy sprzedaży według ceny zbytu hurtownik nie wystawia faktury, teraz dochodzi cena katalogowa, wzwiązku z tym są to dane nieporównywalne. Ze średnią ceną książek kłopot jest nie mniejszy. Proszę sobie przypomnieć, ile książek pojawiło się natychmiast w momencie wejścia w życie zerowej stawki VAT. Otrzymywałam telefony, pytano mnie, gdzie można załatwić sobie ISBN i to, co poprzednio było katalogiem czy drukiem informacyjnym, stawało się książką, jak wszystko, co było kiedyś akcydensem. W teatrze teraz też przecież kupujemy książki, czyż nie? Biorę do ręki program teatralny i widzę numer ISBN. Kiedy więc porównujemy ceny, a taki program kosztuje 4-5 zł, to oczywiście średnia cena książek spada wdół. Wysokie obroty powstają, ale nie na książce naukowej. Nie ma więc powodu, by podawać, że 20 proc. rynku to książka naukowa. Śmiem twierdzić, że na książce naukowej Universitas robi znacznie większe obroty niż Bellona. Rozumiem trudności z definiowaniem, co jest książką naukową, a co podręcznikiem akademickim, natomiast zdecydowanie różnią się one od książki zawodowej, poradnika, tytułu, którego pracownik potrzebuje na co dzień. To są zupełnie inne sprawy. W dziedzinie tzw. książki fachowej prognozowanie jest z pewnością łatwiejsze. Zakładając, że uposażenie pracowników będzie przyzwoite, możemy spodziewać się, ile sprzedamy książek potrzebnych im w pracy. Wiemy też, mniej więcej, czego możemy spodziewać się po szkołach wyższych. Prognozowanie jest tu raczej marne, bo nakłady na naukę mało się zwiększają. Z Ministerstwa Edukacji Narodowej dofinansowanie do książek raczej będzie się zmniejszać. Wygląda na to, że mniej będziemy publikować podręczników i książek naukowych, natomiast powinny zwiększyć się nakłady książek na średnim poziomie, bo na pewno wydawcy szukać będą takich tematów, które zainteresują, powiedzmy, 3-4 tysiące osób, a nie 800. Chciałabym też powiedzieć słowo o zwiększaniu obrotów poprzez kluby. Wiem, że jest parę wydawnictw, które dzięki klubom zdecydowanie zwiększyły obroty, natomiast buntuję się przeciwko działaniom Reader's Digest, dlatego że jeśli w klubie czytelnik książkę kupuje, to Reader's Digest tę książkę rozdaje. Bo nieważne, jaka ona jest, może być bardzo droga - wszystko jedno, najważniejszy jest kluczyk iszansa na wygranie samochodu. To nie jest dla nas droga na przyszłość, choć oczywiście metody sprzedaży bezpośredniej będziemy rozwijać, bo księgarz ani nie obsłuży wszystkich klientów, ani do wszystkich nie dotrze. Bronić się będę przeciw branżowemu optymizmowi i przeciw danym statystycznym, których plastyczność sprawia, że można je urabiać do różnych celów. Co z tego, że powiemy, iż jest bardzo dobrze, coraz lepiej - a to już słyszeliśmy - skoro bibliotek prawie nie ma, zakupów do tych działających jest coraz mniej, studenci nie mają dostępu do książek i radzą sobie, powielając je. Przekłamania mogą tu być i w górę i w dół, bo czytelnictwo może być dużo większe niż wykazują statystyki. Pewna pani z biblioteki szkolnej błagała mnie oksiążkę: "Tylko jedną - resztę sobie powielimy". I tak to właśnie wygląda.

ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI: W ślady Reader'sDigest wielu wydawców nie mogłoby pójść, bo na to trzeba mieć jednak kolosalne pieniądze, ale zgadzam się, że zpewnością nie jest to droga do naśladowania. Wyjaśniam przy okazji, że wszystkich wydawców - także WNT - pytałem o ich przychody liczone w cenach zbytu. A w swoich prognozach marżę księgarską uwzględniałem.

ANDRZEJ CHRZANOWSKI (Polska Izba Książki, WSiP): O wielkość przychodów czy obrotów na rynku książki możemy się spierać, Niewątpliwie natomiast - jeśli utrzyma się tendencja związana z ewolucją sytuacji gospodarczej w kraju - będzie wzrastał udział ze sprzedaży publikacji z zakresu literatury pięknej i dziecięcej, przewidzieć można także wzrost publikacji informacyjno-encyklopedycznych. Będzie rósł również udział w rynku podręczników akademickich i książek naukowych, jeżeli rosnąć będzie liczba studentów, a wzrasta ona bardzo znacząco, czemu służy wprowadzanie nowych, płatnych form studiów. Mniej będzie, relatywnie, publikacji podręcznikowo-szkolnych, głównie ze względu na rysującą się sytuację demograficzną, no iwzrost udziału pozostałych segmentów rynku. Z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że wstrukturze przychodów będziemy zbliżać się do tego, co jest standardem w krajach Europy Zachodniej. W kwestii średniej ceny książek przyjąłbym założenie, że będzie ona rosła co najmniej dwukrotnie w stosunku do poziomu inflacji, choć oczywiście z założeniem tym można się nie zgadzać. Ważny będzie najbliższy rok, ponieważ znane są nam inicjatywy trzech czy pięciu podmiotów gospodarczych zmierzające do utworzenia ogólnopolskiej sieci dystrybucji książek. Jeśli zostaną one zrealizowane, to doprowadzą do bardzo znaczących przegrupowań na rynku. Zmiany dotkną bezpośrednio rynek detaliczny. Umocnią się księgarnie specjalistyczne i te, które mają w ofercie co najmniej 5-15 tys. tytułów, upadną natomiast te księgarnie, które utrzymują się na poziomie kosztów, a takich jest obecnie wiele. I ostatnia sprawa: VAT. Jest to bardzo duże zagrożenie, gdyż VAT oznacza natychmiastowy wzrost cen książek. Posługujemy się tu danymi z Wielkiej Brytanii, które wykazują, że wzrost ceny książki o 1 proc. powoduje spadek sprzedaży o 5 proc. I to jest zasadniczy problem, czy tutaj mylimy się, czy nie mylimy? Czy cena jest tym delikatnym, wrażliwym elementem sytuacji rynkowej, czy nie? Nasze doświadczenia są różne, ale na pewno możemy je uogólnić do tego stopnia, by wspólnie walczyć o utrzymanie zerowej stawki VAT na książki, także po 2000 roku.

JAN ZAKS (księgarz): Powiem jedno: rynek jest chory i państwo o tym doskonale wiecie. Jeśli coś się nie zrobi na tym rynku, to w 2000 roku możemy się w połowie w tym gronie nie spotkać. Przeraża mnie więc, że tu -- na tej sali nie widzę wielu z czołowych naszych wydawców. Brakuje konsolidacji środowiska, a wielu działań się nie dostrzega.

TADEUSZ LEWANDOWSKI (publicysta): Warto pokusić się o ocenę wielkości szarej strefy. Ona istnieje, występując w innych niż dotąd postaciach. Pani doktor Topulos mówiła tu o przedrukach ksero, a to przecież jest element szarej strefy działającej na rynku książki. Już nie mówię o tym, na ile wprowadzenie kas fiskalnych wksięgarniach ograniczyło podobne negatywne zjawiska. Co do przyszłości, uważam, że duże znaczenie ma obecnie uwzględnienie kwestii łączących się z reformą administracyjną kraju. Rzeczywiście, zajęcie się nową mapą powiatów z rozeznaniem się w wielkości obrotów księgarskich w każdym z nich może być ważne. Reforma administracyjna odegra, moim zdaniem, większą rolę w księgarstwie detalicznym niż hurtowym. Pewne zjawiska już widzimy, a wynikają one z przejmowania szkół przez gminy i regionalizacji uczelni. Profesor Akademii Medycznej w Białymstoku będzie raczej polecał studentom swoje książki, a nie publikacje swego kolegi z Poznania. Sądzę, że pojawi się też tendencja do podziału na duże i małe struktury wydawnicze. O inicjatywach, o których wspominał prezes Chrzanowski też słyszałem, a dotyczą one połączenia rozmaitych wydawnictw w grupy sprzedaży. Oznacza to zmiany na rynku, które na pewno nastąpią po połączeniu się wydawców w holdingi. W perspektywie krótkiej, 3-5-letniej najwięcej zmian czeka nas na rynku księgarstwa hurtowego. Tam się będzie działo najwięcej, dlatego że - jak wiadomo - wydawcy w dużym stopniu kredytują hurtowników. Na koniec pozwolę sobie puścić wodze fantazji. Cały sektor księgarski czekają ogromne zmiany związane z rozwojem sprzedaży internetowej, która - sądzę - obejmie w przyszłości 30-40 proc. obrotów księgarskich. To nie nastąpi szybko, ale właśnie sprzedaż poprzez Internet napędzać będzie dynamikę produkcji książkowej. Żeby nie było nieporozumień, myślę tu o książce tradycyjnej. Wreszcie coś, co bardzo pobudza moją wyobraźnię. Już teraz jest możliwe instalowanie w kioskach maszyn poligraficznych, które na żądanie klienta via komputer będą drukowały poszczególne numery gazety. Oznacza to, że nakład tej gazety będzie określany przez pieniądze czytelnika. To samo czeka książki, które będą drukowane w punktach kserograficznych, a wierzcie mi, że to już się robi. Przynosi się dyskietkę i wychodzi gotowa książka.

JANUSZ FOGLER: Album też?

TADEUSZ LEWANDOWSKI: Z czasem i tak będzie, powiedzmy za 20 lat. Wydawca będzie dostarczał klientowi tylko okładkę i bronił jej jak honoru domu, żeby kontrolować sprzedaż.

ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI: Zabrzmiało to jak science fiction, ale jeśli tak się stanie, to i okładkę klient sam będzie sobie projektował.

JANUSZ FOGLER (PTWK, WAiF):Trochę jestem przerażony tym, co ostatnio słyszę, alarmistycznymi głosami dochodzącymi głównie ze środowiska księgarskiego. Cóż, powiem tylko, że rewolucja na naszym rynku książki jest ciągle przed nami i przykre, że okres przejściowy trwa tak długo. Książka Łukasza Gołębiewskiego zostanie przetłumaczona i będziemy ją chcieli pokazać już na Targach Książki w Lipsku w 1999 roku. Nie będzie to jedyne tego typu wydawnictwo; wiem, że Polska Izba Książki przygotowuje podobną publikację. Do tego, co zostało powiedziane ozerowej stawce VAT na książki, dodam, że stwierdzenie Łukasza Gołębiewskiego jest bardzo niebezpieczne. Co ztego bowiem, że 20 czy 30 wydawców da sobie radę. W Polsce mamy, dokładnie nie wiadomo, od 2 do 12 tys. wydawnictw. Przyjmijmy, że jest ich 2-3 tysiące - wystarczy. Korzystając z okazji proszę o współpracę w przygoto- waniach do "Polski 2000 we Frankfurcie", bo chodzi nam nie tylko o zagranicę, ale i promocję czytelnictwa i spraw książki również w kraju. Dorota Myko (Podyplomowe Studium Zarządzania Wydawnictwem) : Mówimy tyle o statystykach, o budżetach, ale najważniejsze są sprawy personalne i od tego, kto działa na rynku książki, kto na nim pracuje, zależy, jaki ten rynek będzie. Chciałabym więc dowiedzieć się z takiej publikacji jak ta, októrej dyskutujemy, ilu pracowników wydawnictw, księgarń, hurtowni odbyło szkolenia, jakie i w jakim zakresie. To ważne, byśmy wiedzieli, jakie jest na nie rzeczywiste zapotrzebowanie.

MONIKA SZYMAŃSKA (Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego): Do "Rynku książki w Polsce" niezbędna jest solidna errata. Ze zrozumiałych względów przeczytałam rozdział dotyczący książki uniwersyteckiej i pragnę zaprotestować. Rozumiem wszystkie trudności autora, ale dane należało sprawdzić bezpośrednio uwydawcy. Przestrzegamy obowiązku wysyłania do Biblioteki Narodowej egzemplarzy obowiązkowych, a jednak opublikowane statystyki są w naszym wypadku nieścisłe. Tymczasem wubiegłym roku wydaliśmy 177 tytułów. Obliczenie obrotu i wielkości sprzedaży jest dla nas trudne, na pewno nie konkurujemy zwydawnictwami robiącymi wielkie pieniądze, ale przecież jakoś się w tej branży liczymy. Kto wie, czy pierwszą książką z dyskietki, o jakiej mówił Tadeusz Lewandowski, nie będzie książka uniwersytecka, bo ona jest absolutnie niezbędna.

ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI: Bardzo się dziwię, że Wydawnictwa Uniwersytetu Wrocławskiego nie ma na poczesnym miejscu wśród wydawnictw akademickich w 1997 roku, skoro regularnie wysyła egzemplarze obowiązkowe do Biblioteki Narodowej. Jest to problem, bo dane statystyczne trafiają stamtąd do Rocznika GUS-u, następnie do Rocznika UNESCO i dalej idą w świat. Co do mnie, to w kilku wypadkach weryfikowałem otrzymane informacje. Jeśli Wydawnictwo Amber figurowało w rejestrze BN z 20 tytułami, to wiem, że jest to nieprawda. Za główne kryterium przyjąłem jednak wielkość sprzedaży w minionym roku i, chcąc nie chcąc, musiałem dokonać wśród wydawnictw pewnej selekcji.

PIOTR DOBROŁĘCKI (Megaron): Mamy do czynienia z dziwnym, niepokojącym zjawiskiem. Otóż instytutem badania rynku książki w Polsce jest od trzech lat Łukasz Gołębiewski. To nie jest normalne. Bardzo cenię sobie "Rzeczpospolitą", całą jej dokumentację dotyczącą rynku spożywczego, energetycznego, także rynku książki, ale tę rolę, jaką spełnia autor "Rynku książki w Polsce", powinien jednak przejąć ktoś inny. Być może z udziałem Łukasza Gołębiewskiego, który w końcu pokazał, jak to się robi. Chcę tu przypomnieć, że np. w Niemczech zajmuje się tym od lat Börsenverein, co roku wydając stosowne publikacje. W kontekście tematu naszej dyskusji myślę, że obok tego, jak będzie wyglądał rynek książki w Polsce do roku 2000, warto zastanowić się nad tym, jak będziemy się na tym rynku zachowywać. Chodzi o to, żeby podjąć tę inicjatywę, które uruchomił tutaj Łukasz Gołębiewski, żebyśmy zadbali o to, by nasze informacje były rzetelne.

ANDRZEJ CHRZANOWSKI: Nawiążę do tego wątku. Dyskusja nasza potwierdza znaną nam wszystkim od dawna konstatację, że nie istnieje wiarygodna statystyka dotycząca rynku książki ito w takich zupełnie elementarnych wymiarach, które są niezbędne, żeby móc nie tylko prognozować, ale przede wszystkim mieć informację o tym, co się dzieje. Na przykład rozmowy, jakie prowadzimy z Ministerstwem , są o tyle dziwne, że nie odnoszą się one do jakiejś wspólnej płaszczyzny zebranych danych, lecz wymieniamy się tylko odczuciami czy informacjami pozostającymi wzawieszeniu. Tak jak mój przedmówca powiedział, w Niemczech Börsenverein dba oto, żeby istniała odpowiednia, weryfikowana co rok, statystyka tycząca się rynku książki. Nie inaczej dzieje się we Francji. Polska Izba Książki od dawna chce podjąć takie działania, natomiast na pewno z naszych własnych środków płynących ze składek członkowskich tego nie zrobimy. Będziemy próbować zainteresować Ministerstwo Kultury i Sztuki i inne agendy rządowe, które mogłyby pomóc nam finansowo, przynajmniej w pewnym zakresie. Jednak choćby zdoświadczeń Centrum Informacji o Książce wynika, że na co dzień jako środowisko nie robimy rzeczy podstawowych. Nie przedstawiamy danych dotyczących tego, czym się zajmujemy, ukrywamy informacje. Nie mam żadnych złudzeń, że nasza dyskusja przyniesie jakąś zmianę, bo znam siebie iznam nas. Nie wiem, co jeszcze musi się stać i kiedy, czy to będzie za rok, czy za siedem lat, aż wreszcie zrozumiemy, że przekazywanie danych, informowanie o tym, czym się zajmujemy, jest ważne dla nas samych, po to m. in. , by można było dokonywać ocen sytuacji. Czy to, na przykład, co postrzegamy teraz jako objawy kryzysu na rynku książki, spowodowane jest tylko przejściowymi czynnikami, które powodują trudności, czy też mamy do czynienia z pewnym trendem, zjawiskiem długoterminowym. Pytam nas samych: w jaki sposób i od kiedy identyfikując ten problem tak, jak go w tej chwili stawiam, znajdziemy dość możliwości i form działania, żeby obecna sytuacja uległa zmianie.

PIOTR BAGIŃSKI (Holding Centrum): Nie mamy dostatecznych informacji statystycznych dotyczących wydawnictw, obrotów itd., a wyobraźcie sobie państwo, jak to wygląda z punktu widzenia księgarza, a tym bardziej czytelnika. W sytuacji, gdy rocznie wydawanych jest kilkanaście tysięcy tytułów, jest oczywiste, że przy obecnym systemie obiegu informacji księgarz nie jest w stanie nad nimi zapanować, a w związku ztym do czytelnika informacje te docierają w stanie szczątkowym. Według mnie musimy wszyscy zwrócić uwagę na problem informacji handlowej, czysto handlowej.

ANDRZEJ CHRZANOWSKI: Chciałbym wystąpić z apelem do samorządnych, niezależnych i na pewno wolnych członków Polskiej Izby Książki: myślmy pozytywnie. Naprawdę zrobiliśmy wiele i tym bardziej dokucza nam to, co jest jeszcze przed nami i co utrudnia nam osiągnięcie pełnej profesjonalności. Musimy pamiętać, skąd wychodzimy, od rozwiązywania jakiego rodzaju zagadnień zaczęliśmy budować rynek książki. Popatrzmy na to, w jakich warunkach pracują wydawcy i księgarze w krajach ościennych, zjakimi problemami się spotykają. Również z tej perspektywy trzeba patrzeć na książkę Łukasza Gołębiewskiego, która stwarza znakomitą okazję, żeby konkretniej i pełniej identyfikować to, co jest naszą słabością. Izba w najbliższym czasie podejmie kilka istotnych działań. Pierwszą sprawą jest znalezienie instytutu, z którym podejmiemy współpracę w zakresie zbierania danych, analizowania naszej kondycji jako branży. Chodzi o to, byśmy dysponowali przygotowanymi w profesjonalny sposób statystykami, ocenami finansowymi ukazującymi sytuację bieżącą i przyszłą, to, co będzie z nami za rok, trzy czy pięć lat. Druga sprawa, którą podejmiemy wspólnie z Polskim Towarzystwem Wydawców Książek to profesjonalna informacja orynku. Znamy problem Centrum Informacji o Książce iwydaje się, że albo wspólnie będzie nas stać na takie postępowanie wobec CIoK-u, żeby właśnie powstała pełna informacja o rynku, informacja, która może być wykorzystywana do wszelkiego rodzaju celów potrzebnych nam czy osobom, które z innej perspektywy interesują się rynkiem książki, albo. .. Nie, tutaj nie ma alternatywy.

MAREK TOBERA (Notes Wydawniczy): O przyszłości rynku książki trudno mówić bez określenia sytuacji nabywcy. Nie ma sensu uciekać w abstrakcję, ale poza diagnozami stricte gospodarczymi potrzebna jest diagnoza socjologiczna, ponieważ wzależności od tego, jak się będzie rozwijała możliwość nabywcza klienta, jak się klient będzie zmieniał, tak będzie się kształtował rynek. Zatem, czy te grupy, które dzisiaj kupująnajwięcej książek, wdalszym ciągu będą je wstanie kupować i w takich samych ilościach jak teraz. I czy pojawią się nowi nabywcy, nie jako jednostki, ale w sensie grup społecznych. Wreszcie, czy wykruszy się formacja starej inteligencji, która tradycyjnie niosła etos czytania ikto zajmie jej miejsce.

CZESŁAW APIECIONEK (księgarz): Szansa, jaką stwarza "Polska 2000 we Frankfurcie", jest zupełnie wyjątkowa. Jeśli wydawcy, hurtownicy i księgarze nie wykorzystają jej, nie spożytkują należycie tego czasu, jaki nam został, to oczywiście potem do nikogo nie można będzie mieć pretensji, tylko do samych siebie. Żeby mówić o przyszłości, musimy mieć bardziej precyzyjny opis sytuacji obecnej.

ŁUKASZ GOŁĘBIEWSKI: Pierre Assouline w biografii Gastona Gallimarda pisał, że wydawcy są pesymistami niejako z obowiązku. Nie jestem wydawcą, może dlatego postrzega się mnie jako nadmiernego optymistę w tym gronie, które jest pesymistyczne niejako z obowiązku. Dziękuję państwu.

opracował Krzysztof Masłoń

7.10.1998

Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz liczbowo cyfrę jeden
Dodaj
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
 
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
  © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2