W "Naszym Olsztyniaku" ukazała się rozmowa z Łukaszem Gołębiewskim na temat "Melanży z Żyletką" pt. "Brudna trylogia". Poniżej pełen zapis wywiadu.
Brudna trylogia
2008-02-07
Fot. A. Gołębiewska
O punk rocku, nieszczęśliwej miłości i zakończeniu "brudnej trylogii" rozmawiamy z Łukaszem Gołębiewskim, autorem powieści "Melanże z Żyletką".Po książce "Xenna moja miłość" mamy "Melanże z Żyletką". Chyba nie mogłeś rozstać się z poprzednimi bohaterami, bo dużo tutaj nawiązań do "Xenny". To kwestia sentymentu?- Bohater absolutnie jest ten sam co w powieści "Xenna". Wracają te same wątki, a więc jest punk rock, alkohol, nieszczęśliwa miłość, pogoń za uczuciami. Czy trudno mi było się rozstać z poprzednią książką? Myślę, że trudniej było się rozstać z tematami, które we mnie siedzą i których chyba nie wyekspoloatowałem do końca w "Xennie".
W "Melanżach z Żyletką" mamy przedziwny obraz stosunków damsko-męskich. Jest miłość, zdrada, kłamstwa i brak zaufania. Zakończenie książki też trochę przeraża. - Pewnie, że można się przestraszyć. Wydaje mi się, że żyć tak, jak robią to bohaterowie książki, w ogóle się nie da. Pokazałem skrajny przykład związku, który bardzo rzadko występuje w rzeczywistości. Parę neurotyków, którzy nie potrafią wyrażać swoich uczuć, ich problemem jest nieumiejętność bycia razem. Na pewno "Melanże..." nie są uniwersalną opowieścią o związku dwojga ludzi, to raczej ekstremum. Myślę, że nawet sam tytuł, "Melanże z Żyletką", zestaw dwóch ostro brzmiąco słów, pokazuje, że to coś szczególnego. I tytułowa bohaterka - Żyletka, z pewnością nie jest zwykłą, ciepłą kobietą.
Wspomniałeś w jednym z wywiadów, że nie chcesz być edukatorem. Ale czy zakończenie tej, powiedzmy, nieszczęśliwej historii miłosnej, ma być ostrzeżeniem, żeby nie wiązać się z nieodpowiednimi kandydatami? - W przypadku tej pary bohaterów degradacja jest nieunikniona. Jest w nich silna potrzeba autodestrukcji. Nie przypadkiem książka, tak jak poprzednia, jest osadzona w scenografii kultury punkowej. Nie odbieram zakończenia jako przestrogi. Można je potraktować jak w powieści fantastycznej, jako nierealne, coś, co w rzeczywistości nie mogło absolutnie się zdarzyć. To symbol. Bohater nie potrafił być z kobietą, a jednocześnie nie umie bez niej żyć. Wybrał więc takie rozwiązanie, które pozwoliło mu zachować ją na zawsze, bez rozterek, obaw o stałość jej uczuć.
Już zapowiadasz, że Twoja kolejna powieść będzie bez libacji, alkoholu i degeneratów. - Kolejna, którą wydam w przyszłym roku, będzie zamknięciem tzw. "brudnej trylogii". To opowieść, która cofa się w czasie. "Disorder i ja" to historia dwóch mężczyzn, którzy występują w tych książkach, kiedy mają po dwadzieścia lat, a w tle jest Polska lat 90., pojawiące się hipermarkety, galopująca inflacja, wybory. Natomiast książka, którą właśnie zacząłem pisać i być może ukaże się w styczniu 2010, rzeczywiście jest zupełnie inna. Złożona ze snów, fragmentów rozmów, bez alkoholu i degeneratów.