Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Jakub Wośko o "RKP 2009" Czwartek, 3 Grudnia, 2009
Jakub Wośko
  W "Bibliotece Analiz" nr 24/2009 ukazał się artykuł polemiczny Jakuba Wośko, sprowokowany dyskusją wokół premiery "Rynku książki w Polsce 2009", jaka odbyła sie podczas Targów Książki w Krakowie.

Po krakowskiej promocji „Rynku książki w Polsce 2009”
Spór między trendami

Rynek książki w Polsce 2009, a właściwie 2008. Jaki piękny to był rok. Wzrosty, wzrosty i jeszcze raz wzrosty. Prawie 3 mld złotych – to już coś nawet na tle innych segmentów rynku. I można się nie zgadzać z systematyką Łukasza, czy danymi, które publikuje. Jeśli popełnia błąd, popełnia go od początku w tym samym stopniu. Podstawowym atutem publikacji jest to, że jest. Jedyne, pełne źródło informacji dla firm badawczych, wywiadowni, banków, funduszy, branży. Mi najbardziej przeszkadza w czytaniu (przeglądaniu, bo tej publikacji nie czyta się od deski do deski) mieszanie roku 2008 z danymi 2009. Albo będzie to książka, która zamyka, daje informacje o roku 2008, albo będzie totalny mix – dane 2008 i wiadomości 2009. Tu sugeruję oddzielenie danych za rok poprzedni, bo tego dotyczy publikacja od wydarzeń, które miały miejsce w I połowie roku, w którym dane są zbierane. I oto jestem pomysłodawcą VI tomu (żart) i Biblioteka Analiz będzie mogła poszczycić się rozwojem publikacji w 2010. Tom VI – wydarzenia roku bieżącego.
Dla mnie publikacja to przede wszystkim spór między dwoma faktami. Między dwoma trendami: konserwatywnym i modernistycznym. Z jednej strony duży rozdział poświęcony księgarstwu, w tym propozycja ustawy, z drugiej strony rozdział oraz dyskusja podczas krakowskich targów poświęcone rozwojowi nowych technologii – ebooki, sprzedaż internetowa. Z jednej strony ustawa chroniąca interesy księgarzy i tylko księgarzy, choć mocno powątpiewam, czy ta ustawa rzeczywiście ochroni i pomoże księgarstwu tradycyjnemu, z drugiej technologia, która wychodzi naprzeciw oczekiwaniom odbiorcom – mieć możliwie najtańszy i najszerszy dostęp do literatury, a to w jakiej formie to ja (ODBIORCA) zdecyduję.
Do ustawy:  Tu niestety zgodzę się z polemiką, analizą ustawy dokonaną przez p. Tomka Nowaka. To niestety pobożne życzenia upadającego księgarstwa. Są tacy, którzy potrafią odnaleźć się w rzeczywistości XXI wieku i tacy, którzy chcieliby aby licencje i ustawy chroniły wybrane środowiska. Najcudowniejsze są  zapisy: Jedynym miejscem sprzedaży podręczników jest księgarnia, w tym internetowa (art.3.7), Księgarz ma obowiązek sprowadzić zamówioną książkę, jeśli jest w ofercie wydawcy (art. 13.) oraz Księgarzem jest… Oczywiście jako współpracownik sieci Matras z wielką radością przyjąłbym ustawę, która zobowiązuje wydawców podręcznikowych do sprzedaży podręczników w księgarniach i tylko w księgarniach. Niestety ustawa nie określa na jakich warunkach miałaby ta sprzedaż wydawca-księgarz się odbywać. A Co, jeśli wydawca stwierdzi, że będzie dawał 5 proc. rabatu od ceny detalicznej dla księgarza (tego ustawa nie określa). Jako sieć księgarska dopłaciłbym do interesu, zwłaszcza, że jak wymieniłem powyżej ustawa zobowiązuje mnie do sprowadzenia dla odbiorcy zamówionej książki. Gdyby tak jednak zmodyfikować ustawę i wprowadzić zapis o minimalnym rabacie dla księgarza udzielanym przez wydawcę (np. minimum 45 proc. i na podręczniki też), to jestem przekonany, że mielibyśmy wysyp nowo otwieranych placówek prywatnych, sieciowych, zależnych i niezależnych. Cały kraj pokrylibyśmy szeroką dostępnością książek dla obywateli. Bo wtedy cóż prostszego jak być księgarzem. Księgarz to jest ktoś – ma zapewniony byt i zarobek. I nikomu nic do tego, bo on jest Księgarz. Wydawcy edukacyjni w czasie, kiedy księgarze próbują przepychać ustawę niby ich chroniącą rozwijają sprzedaż omijającą księgarnie tradycyjne. Działają ekonomicznie, podobnie jak Odbiorca docelowy. Chce kupić taniej i wygodniej. Mógłbym dużo o ustawie, która ma chronić wyłącznie interes jednej grupy zawodowej, ale nie jest moim celem polemika na temat tylko ustawy.  Projekt  przepisów ma więcej luk niż wartości dla samych księgarzy. Skoro ma obowiązywać Księgarzy (co wyraźnie jest zdefiniowane) i tylko Księgarzy, to rozumiem, że w Saturnie, papierniku i innych punktach nieksięgarnianych (w myśl projektu) cena nie musi być przestrzegana – projekt przepisów nie określa kto jest sprzedawcą książek, a tylko kto jest Księgarzem. Nie jestem prawnikiem, a swojej oceny w zakresie projektu ustawy z prawnikiem nie konsultowałem, więc mogę coś przeinaczyć – takie tam chłopskie rozumowanie.
Otóż środowiska związane z książką, czy poprzez ustawę, czy poprzez inne działania nie odpowiedziały na najprostsze na Świecie pytanie: Co zrobić dla odbiorcy, aby ten zechciał kupować 5-10 książek rocznie a nie 1 (taką chyba mamy statystykę). Jakich narzędzi marketingowych jakich sposobów użyć, aby książka stała się oczywistym comiesięcznym zakupem . Podczas niedawnego spotkania drukarzy (byłem zaproszonym gościem, to nie powiem gdzie), w związku z zatorami płatniczymi wydawca-drukarz padło sformułowanie: wprowadźmy ustawę zobowiązującą wydawców do płacenia po 30 dniach i wprowadźmy oficjalny system kalkulacji cen, bo są wśród nas Drukarze, którzy stosują zbyt niskie ceny, aby pozyskać klienta. Mówca pewnie nie wiedział, że istnieje już ustawa o obrocie gospodarczym i terminach płatności pomiędzy przedsiębiorcami. Mówca pewnie chciałby doprowadzić do zmowy cenowej – co w tym kraju jest nielegalne, kiedy kilku umawia się na stosowanie podobnych kalkulacji i nie konkurowanie cenowe. Mówca przede wszystkim zapomniał, że Wydawca jest po tej samej stronie co Drukarz – na pewno nie w opozycji.
Na spotkaniu wydawców, od wydawców słyszymy zaś, że odpowiedzialni za całe zło to Empik (głównie w I półroczu,  teraz to już wydawcy zapomnieli), Matras (bo spóźnia płatności), Domy książki (bo mało sprzedają), Księgarnie niezależne (bo niedofinansowane), hurtownie (bo albo same są wydawcami, albo ich potencjał nie pozwala na sprzedaż rozsądnego nakładu), itd. Wydawcy też zapomnieli, że pośrednicy dystrybucji są po tej samej stronie i odsprzedają tylko 1-2 książki statystycznie na obywatela, zamiast 5-10 rocznie. 
Pośrednicy dystrybucji, w tym Księgarze obwiniają wydawców o zbyt niskie rabaty (swoją drogą księgarnie konkurując z branżą odzieżową szans nie mają na inwestycje i rozwój – marże sztywno niskie), brak działań promocyjnych, nadprodukcję, wysokie koszty, itd.  
Zatem wszystkie ogniwa łańcuch są złe i cały nieurodzaj i przyczyny kryzysu tkwią w poszczególnych ogniwach,  a nie w braku Odbiorcy. Drukarze, Wydawcy, Pośrednicy dystrybucji, w tym Księgarze zapomnieli w całej tej dyskusji i wzajemnym obwinianiu o Kliencie dla którego istnieją i któremu mają dostarczyć produkt zgodny z jego potrzebą. I to niekoniecznie potrzebą nabytą poprzez wychowanie i rozwój, wszak historycznie wypleniono w nas nawyk czytania i kupowania książek, ale być może potrzebą wykreowaną, stworzoną na nowo. Tak mi się wydaje, ale może się mylę że to jest cel: drukarzy, wydawców, pośredników dystrybucji – zachęcenie odbiorców do zakupu więcej niż 1 książki rocznie.   Tymczasem ja żyję w ciągłym przekonaniu, że dla wydawców  książki się sprzedają. Z naciskiem na słowo kluczowe „się”. Wydawcy, nawet ci z bestsellerami niechętnie oddają złotówkę na promocję, reklamę i działania wspierające książkę jako produkt. Większość działań wydawców odbywa się w miejscu sprzedaży, ale rzadko w księgarni, raczej w sieciowych lub polega na wyłączności Empiku na kilka dni od premiery. O pozostałych uczestnikach rynku – papiernie, drukarnie, pośrednicy nie wspomnę. Nie ma, nie istnieje i może to wyłącznie utopia i mrzonka wspólna inicjatywa promująca KSIĄŻKI jako produkt pożądany.  
Otóż w moim rozumieniu rynku wprowadzenie ustawy na kilka lat pozwoli na beztroskie prowadzenie biznesu przez Księgarzy, ale nie spowoduje wzrostu sprzedaży książek. Historia koło zatoczy i za kilka lat będziemy lobbowali ustawę o zmuszeniu każdego obywatela do zakupu minimum 4 książek rocznie, oczywiście minimum raz na kwartał, co by równo rozłożyć sprzedaż – nie będzie Se klient kupował w grudniu, tym samym tworząc górki i dołki sprzedażowe.
Jeśli ten projekt ma być odpowiedzią na nowości, które przynosi nam technologia, to ja wiem, czemu nadal będą znikać Księgarnie. Otóż będą znikać, bo klient chce kupić łatwo, tanio, szybko, wygodnie. I tu zgodzę się z Michałem Skrzyniarzem (Arctic Paper), że e-booki, książki do słuchania, książki w dowolnym formacie elektronicznym zwiększą krąg odbiorców. I ci odbiorcy teraz często nastoletni będą sięgać i sięgną po książkę tradycyjną.  Spowodują rozwój branży, a nie jej wyhamowanie. Pytanie tylko czy wydawcy i księgarze są do tego rozwoju przygotowani. Jeśli jedynym remedium jest krzyk: Podręczniki ze szkół z powrotem do księgarń, to oznacza, że nie przygotowali się Księgarze.  Nikt tak naprawdę nie ma pomysłu na wzrost czytelnictwa, na wzrost potrzeby zakupienia książki. Moja czternastoletnia córka, która o mp3, mp4 i mp5 ma znacznie więcej pojęcia niż ja i właściwie nie wyobraża sobie odrobienia lekcji bez Internetu (jeszcze kilkanaście lat temu odrabialiśmy lekcje korzystając ewentualnie z telefonu stacjonarnego do kolegi) korzysta z książek i do łóżka kładzie się z słowem drukowanym a nie ze słuchawkami. Być może miała to szczęści, że jak się rodziła to ja już pracowałem w branży i zawsze miała dostęp do książek. Dla mnie jednak oznacza to, że jeśli wysiłek branży pójdzie w zmianę pewnej mentalności, zmianę nastawienia polegającego na zepchnięciu książki na drugi, trzeci plan to i młodzi i dorośli czytelnicy kupią produkty, które tworzymy, które mają wartość, które wielu stara się nie nazywać dobrem wyższym.
Miała być krótka recenzja „Rynku Książki w Polsce 2009”, a powstała jakaś tam byle jaka polemika na temat dalszego upadku Księgarstwa, kurczenia się rynku, projektu ustawy, braku inicjatywy branżowej wspierającej produkt. „RKP2009” polecam bo dane dotyczą 2008 i są bardzo, bardzo optymistyczne dla branży, choć wiemy jak sytuacja wygląda w tym roku. 

Źródło "Biblioteka Analiz" nr 24/2009
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz liczbowo cyfrę trzy
Dodaj
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
 
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
  © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2