Kanał RSS
Najczęściej komentowane
1. Mrówa-punkówa
2. Złam prawo - fragment części II
3. Xenna na ekranie
4. Xenna - alternatywne zakończenie
5. Chaos i świńska skóra
6. Od Absyntu do Zarazy
7. Disorder i ja
8. Spotkanie autorskie we Wrocławiu
9. Bomba w windzie - nowe propozycje okładek
10. Sylwia
Strony partnerskie
Crass Zbuntowane Życie Penny Rimbaud
Gazeta Literacka
Kwartalnik Literacki Wyspa
Melanże z żyletką
Najlepsze przewodniki
No Future Book Śmierć Książki
Notes Wydawniczy
Rynek Książki
Urządzenia biurowe
Witold Horwath
Wydawnictwo Jirafa Roja
Wydawnictwo Primavera
Wydawnictwo Jirafa Roja
 
Biblionetka o No Future Book Wtorek, 24 Marca, 2009
Kocio
  Przedrukowujemy obszerną recenzję No Future Book z serwisu o książkach Biblionetka.

Koniec roku 1999 był dla mnie momentem szczególnej obserwacji. Po raz pierwszy dostałem wówczas więcej SMS-ów z życzeniami niż pocztówek z cyklu "Wesołych Świąt i Nowego Roku". I tak już zostało. Pocztówki stały się już tylko okazją do podzielenia się jakimś fajnym widoczkiem i podkreślenia, że jest się w wyjątkowym miejscu. Życzenia dostaję nadal - i nadal jest mi miło dostawać taki dowód życzliwości ze strony różnych bliskich ludzi - ale "pocztówkowy szał" zdecydowanie minął. Czy ktoś poza mną zauważył to tak wyraźnie? Chyba nie.

Łukasz Gołębiewski napisał o czymś bardzo podobnym - o procesie przechodzenia od znanej nam wszystkim książki papierowej do... tu już trudniej powiedzieć, do czego. Bo nowa forma książki może być bardzo różna. Przede wszystkim można mówić o e-bookach, choć na początku należałoby trochę uporządkować bałagan terminologiczny.

Otóż jesteśmy bardzo przywiązani do myśli, że książka to jest przedmiot wypełniony treścią, i że są one nierozerwalnie związane. Ale przecież tak nie jest. Książka to faktycznie papierowy przedmiot ze stronami zapisanymi tekstem - i tak naprawdę to właśnie tekst "pochłaniamy", a nie sam papier i farbę drukarską. Dzięki temu książka jest przedmiotem wielokrotnego użytku, który, jeśli jest odpowiednio traktowany, praktycznie się nie niszczy.

Upowszechnienie komputerów i Internetu zmieniło bardzo wiele. Wszelkich treści można się naczytać po uszy nie gromadząc żadnych fizycznych przedmiotów i za ludzkie pieniądze, czyli takie, które może wydawać nawet przeciętne gospodarstwo domowe. Rozdźwięk między treścią i książką stał się wyraźny: treścią może być blog, recenzja, artykuł z gazety i cokolwiek innego - także powieść. Jednak tych powieści, które znamy z papierowych wydań książkowych, jest dziwnie mało, i tylko to jeszcze podtrzymuje złudzenie, że papier automatycznie równa się książce, a ta równa się powieści.

Ale zastanówmy się uczciwie - dlaczego tak jest i czy to może się utrzymać na długo? Odpowiedzią jest problem z wprowadzeniem jakiegoś sposobu zapłaty za duże teksty (w sumie za dowolne, ale cenami za małe jakoś nikt się nie przejmuje - na stronach internetowych można znaleźć całe tomiki wierszy, choć często wcale nie są mniej cenione literacko i nie kosztują mniej w księgarniach!). Jednak i tak skojarzenie powieści z książką nie utrzyma się długo, ponieważ gdy nie da się kupować, to rośnie udział tzw. e-booków, czyli tekstów zeskanowanych z fizycznych książek, w nieautoryzowanej, czysto amatorskiej wymianie plików w Sieci.

Ktoś dopowie: "no tak, to ci wstrętni piraci, czyli złodzieje!", ale to wcale nie jest takie proste, ani prawnie, ani moralnie, ani filozoficznie, ani biznesowo - a już na pewno kulturowo - i nie da się tej dyskusji wcisnąć w skromne ramy recenzji. Dość powiedzieć, że tam, gdzie rynek komercyjny okazuje się zbyt ostrożny, a w konsekwencji niewydolny, nagle dzięki nowym, powszechnie dostępnym technologiom niezwykle wydajny okazał się zwykły "rynek" wymiany oddolnej.

Konsekwencja jest taka, że e-booki stają się powszechne i tak, nawet bez udziału biznesu. Treść uwolniła się radykalnie od papierowej trumny i wreszcie może naprawdę hasać. Gdyby jeszcze nie pamiętać o problemach z płatnościami, jest to sytuacja ze wszech miar korzystna! Ale tak to już jest, że większość ludzi nie rozumie lub nie interesuje się tymi kłopotami, więc mamy taką sytuację, że albo biznes uwolni się od swoich paranoicznych obaw, albo straci okazję, by zaistnieć w tym segmencie.

Brzmi to niesłychanie brutalnie i być może dodatkowo podsyca paranoję ("idzie tsunami, trzeba walczyć o przeżycie każdymi metodami, bij-zabij, kto w Boga wierzy!" albo odwrotnie - "już po nas - sztandar wyprowadzić!"). Ale tu wielka zasługa Gołębiewskiego, że nie straszy bardziej, niż na to pozwalają fakty. Podejrzewam, że dla wielu niezorientowanych jeszcze książkofilów to pierwszy praktyczny przewodnik po tym, co się dzieje. Proszę nie strzelać do pianisty - ani autor "No Future Book", ani ja nie wymyśliliśmy tej rzeczywistości. Widzimy jednak, w którą stronę układają się źdźbła trawy, czyli skąd wieje wiatr, i chcemy o tym powiedzieć, aby można było w miarę spokojnie przestawić się na inne tory myślenia, a nie okładać papier klątwą.

Zresztą Łukasz Gołębiewski nieskory jest w ogóle do zapominania o papierze. Twierdzi, że książki zostaną jeszcze długo - tylko ich rola będzie już zupełnie inna; tak jak, powiedzmy, większość ludzi korzysta dziś z centralnego ogrzewania, a kominek opalany drewnem to rzadki element, i zwykle bardziej tworzący nastrój niż naprawdę ogrzewający dom. Ale i papier jako taki również może znaleźć miejsce w nowych warunkach - po prostu w miejsce masowych wydań powstaną usługi polegające na drukowaniu na żądanie. Znów trzeba zerwać kolejne przestarzałe, a przemożne skojarzenie: "papier" = "wielki nakład"!

Jednak centralne miejsce w nowej panoramie upowszechniania treści książkowych trzeba przyznać e-bookom, ponieważ są bardziej elastyczne w przechowywaniu i o niebo tańsze w kopiowaniu niż nawet najbardziej dostosowany do potrzeb czytelnika wydruk. Dopóki czytamy je na ekranie standardowego komputera albo nawet laptopa, ustępują znacznie książce wygodą użytkowania. Na odsiecz im ruszyły więc specjalne czytniki - elektroniczne urządzenia wielkości książeczki wyposażone w czytelny ekran, gromadzące wiele e-booków (wręcz całą personalną biblioteczkę!) i pracujące na jednym ładowaniu wiele godzin. To one mogą ułatwić przejście od jednej fizycznej formy treści (książki właśnie) do innej, nie mniej fizycznej, a jednak pozwalającej na o wiele więcej.

"No Future Book" (NFB) ma naturalnie swoją stronę internetową* i można ją swobodnie kopiować w celach niekomercyjnych, więc sama jest ciekawym przykładem na to, że można coś rozdawać przez najbardziej elastyczne medium, a jednocześnie sprzedawać tę samą treść w postaci wysokonakładowej - oczywiście w sensie przemysłowym, a nie list bestsellerów.

Generalnie jest to bardzo dobra książka, konsekwentnie przedstawiająca nową rzeczywistość, przed którą i tak nie bardzo jest szansa się ukryć. Bardzo dobrze się stało, że napisał ją pisarz w klasycznym sensie, dziennikarz, a także człowiek związany ściśle zawodowo z rynkiem wydawniczym. Uniknął dzięki temu niezdrowego skupienia na konkretnych rozwiązaniach technicznych i przedstawił szeroką panoramę zmian w świecie książek i kultury. W szczególności zauważył nadchodzące zmiany w roli bibliotek (w przeciwieństwie do książek dzieła elektroniczne kopiuje się bez problemów, więc koncepcja wypożyczania staje się nieoczekiwanie bardzo dziwnym wymysłem, trudnym do wykonania w praktyce).

Gołębiewski prawdopodobnie idealnie trafił w swoją grupę odbiorców - osób, które nie zdają sobie jeszcze sprawy, jaka rewolucja się rozkręca pod ich bokiem. Duża ilość danych i faktów zawartych w NFB pozwala spojrzeć na wszystko trzeźwo, zamiast potraktować autora jako szaleńca o wieszczych skłonnościach. I to jest wielka zaleta "No Future Book".

Dla mnie, który z przemianami społeczno-kulturowymi pod wpływem nowych możliwości technicznych jestem za pan brat, było to naturalnie bardzo skrótowe i pobieżne potraktowanie całej masy problemów. Jako się rzekło, nie uważam tego za wadę, choć wydaje mi się, że jeden aspekt warto było potraktować bardziej wnikliwie: prawo.

Jeśli miałbym formułować jakąś krytykę NFB, to zarzuciłbym jej stanięcie w pół kroku. Autor mówi o zmianie formy książki, a nawet wspomina o tym, że druk na żądanie może zawierać samodzielnie dobrane zestawy tekstów (a nie, jak w domyśle, "powieść"), ale nadal trzyma się pojęcia treści książkowej - choć, jak wspominałem, tę samą naturę mają też inne treści, a długość tekstu w wersji elektronicznej przestaje mieć praktyczne znaczenie. Jeszcze ważniejsze jest to, że nadal traktuje treści jako rzecz przeznaczoną głównie do czytania, choć łatwo wyobrazić sobie najrozmaitsze sposoby przetwarzania, opracowywania i mieszania tekstów, które "oderwały się" od papieru.

I w tym miejscu na drodze staje prawo autorskie, które takiej eksplozji możliwości wydawniczo-twórczych i przetwórczych w ogóle nie przewiduje. Kultura z tzw. prawem zapisu jest niemal zupełnie sprzeczna z duchem wydawania gotowych dzieł przez autorów, które czytelnicy biernie konsumują (nie licząc oczywiście aktywności wyobraźni i dalszych reakcji). Problem obecnego stanu prawa autorskiego oraz perspektyw i kierunków jego zmiany zasługiwał przynajmniej na rozdzialik w "No Future Book".

Poza tym jednak wstęp do problemu zmian w świecie wydawnictw jest wyśmienity i chyba każdy BiblioNETkowicz zainteresowany losem czytelnictwa powinien się zapoznać z tą książką... lub tekstem w postaci elektronicznej czy nawet samodzielnego wydruku - jak kto woli! Obiecuję odkrycie fascynującego nowego krajobrazu, wcale nie tak strasznego, jak go malują ci, którzy rozumieją tylko język strat.

Źródło Biblionetka, luty 2009
Komentarze czytelników
Dodaj własny komentarz
Brak komentarzy. Twój może być pierwszy!
Dodaj własny komentarz
Pola oznaczone (*) są wymagane.
Imie / pseudo *
Tytuł *
Adres email
Strona Web /
GG / Skype
Komentarz*
Wpisz liczbowo cyfrę osiem
Dodaj
alkohole antologie Bandyci Rodriguez Bomba w windzie Crass cytaty Disorder i ja film futbol Jarocin Jirafa Roja koncerty konkurs Krzyk kwezala kultura cyfrowa literatura Meksyk Melanże z Żyletką nauka Neurokultura No Future Book obserwacje opowiadania podróże pożegnania postawy punk recenzje rynek książki Spotkania autorskie statystyki Szerokopasmowa kultura We śnie wiersze Włochaty wywiady Xenna YouTube Złam prawo
 
Landsberg Hardcore Crew
 
Creative
Commons License Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne 2.5 Polska
  © 2007 Biblioteka Analiz Sp. z o.o.
Serwis optymalizowany do 800x600+ | IE/Mozilla FF | kodowanie iso-8859-2