Piotr Dobrołęcki recenzował „Rynek książki w Polsce 2000” na łamach „Magazynu Literackiego”.
Wydaje się, że trzecią edycją „Rynku Książki” autor raportów przekonał wielu sceptyków o słuszności przyjętej metodyki i wzrastającym z edycji na edycję poziomie merytorycznym. Pozwolę sobie jednak na kilka krytycznych uwag. Pierwsza dotyczy pewnej, w moim rozumieniu, maniery dziennikarskiej. Otóż od pierwszego wydania raportu Łukasz Gołębiewski zamieszcza rozmowy z wybranymi – ważnymi – osobami z naszego rynku książki. Sądzę, że powodem uzupełnienia tymi wywiadami suchych danych o firmach, zestawień i tabel, jest typowa dla rasowego dziennikarza, potrzeba wprowadzenia bardziej żywych fragmentów tekstu. Wydaje się, że obawa to zupełnie nieuzasadniona. Poziom opracowania merytorycznego trzeciej edycji jest już na tyle wysoki, że nie wymaga więcej ozdobników. Druga uwaga, to sprawa kompletności danych; tutaj, oczywiście, ciężar odpowiedzialności - przypuszczam, że w większości wypadków – spada na same firmy skąpiące informacji. Ale przypomnijmy sobie, jak to było przed trzema laty, jak skromnie się przedstawiały dane. Pamiętamy, jak wielu szefów firm odmawiało prawa do publikacji podstawowych wiadomości – niemal adresów i nazwisk (nie żartuję!) – i z takiej perspektywy najnowszy raport stanowi wielką kopalnię wiedzy. Ale wciąż brak w nim informacji personalnych, co uważam za duży mankament. Na koniec będzie pozytywnie. Otóż, osiągnięciem autora jest stworzenie zespołu współpracowników, bo Łukasz Gołębiewski nie jest już jednoosobowym „Instytutem Książkologii”, lecz zebrał wokół siebie grono osób kompetentnych, z których wiedzy i doświadczenia korzysta. Teraz czekamy na następną, jeszcze lepszą, edycję „Rynku książki w Polsce” – za rok.