Nie jest to wciągająca lektura. Przeciwnie, w swojej nowej powieści autor „Godzin” poświęcił fabularną wartkość na rzecz obrazowania. Postaci, dialogi, wnętrza – przedstawione są tak jakby zostały zarejestrowane kamerą i nie poddane montażowi, a więc wiele tu elementów przypadkowych, zdawałoby się zbędnych. Ta niefabularność może irytować, choć jednocześnie wzbudza respekt umiejętność zatrzymywania akcji, Cunningham bawi się dygresjami, wątkami pobocznymi, tym nagromadzeniem elementów, będących w istocie zaledwie dekoracją. Barokowość tej prozy kontrastuje z tematem powieści, bo to jest książka o pustce, o kryzysie wartości, o znudzeniu, o wypieraniu potrzeb, o ucieczce w rutynę. Temat, którym nie da się porwać czytelnika, można go co najwyżej zadziwić, być może zachwycić formą narracji. Do Faulknera jednak Cunninghamowi daleko, a zdaje się, że próbuje sił w podobnej poetyce. |