Kiedy to się zaczęło pierdolić? Dziś sobie myślę, że źle było od początku. W naszych głowach, bo ulegaliśmy mirażom. W jej głowie, bo nie potrafiła być sobą. Ale nie umiem określić daty, kiedy Żyletce przestało się chcieć. Może to zresztą moja wina. Myślała, że ją pokocham, a ja uciekałem. Myślała, że będzie moją Xenną, a była tylko małą Zuzką. Chciała być kimś więcej, kimś lepszym, zdolną dziewczyną z dobrego domu, a była tylko ładną laską bez matury. O.k., powiem uczciwie, myślała, że ja jestem kimś lepszym. A byłem tylko pijakiem. Próbowała mi coś o sobie powiedzieć. Nie chciałem słuchać. Męczyły mnie nocne rozmowy o ojcu w więzieniu, o matce, o ojczymie, o byłym chłopaku, o tym, że nikt jej nie rozumie, o tym, że nikt jej zrozumieć nie chce. Taki świat. Nie ty jedna masz takiego pecha, mówiłem. – Może nie jestem łatwa do zrozumienia i współżycia, ale uwierz mi, ty też – powiedziała kiedyś. Jak na nią było to długie zdanie. – Nie musisz być ze mną – udzieliłem mojej ulubionej odpowiedzi. Nie o to jej chodziło. Starałem się nią opiekować. Był czas, kiedy myślałem, że wprowadzę ją w dorosły świat. – Nie chcę być twoją córką. Nie chcę żebyś mnie uczył – skwitowała moje starania. Może to wtedy narodziła się w niej myśl o autodestrukcji? Zapiję się, zniszczę siebie, pochlastam się. Nie warto do niczego dążyć. Fajny jest świat Charlesa Bukowskiego, picie, przypadkowy seks, awantury. Życie to przygoda, czego chcieć więcej? – Chcę cię kochać – wyszeptała. – Śpij Zuzka, śpij, już niebawem świt. – Ale ja chcę prawdziwej miłości. – Przecież ty nawet nie wiesz czym jest prawda. – Prawdy nie ma. Sami ją tworzymy. Stwórzmy więc razem prawdziwą miłość. – Czego ty chcesz? – Zrozumienia. Co miałem zrozumieć? Że chleje od rana do wieczora? Że kłamie? Że bawi się życiem swoim i innych? Rozumiałem. Nie dziwiło mnie to. Nie oburzałem się. Nie chciałem jej zmieniać. Nie byłem twardym facetem jak Clint Eastwood. Nie prałem po gębie, nie mówiłem bądź taka, nie bądź taka. Twój wybór, twoja wolność, to jedna z moich maksym życiowych. Mam więcej podobnych, np. cytat z Nietzschego: to co nas nie zabija, czyni nas mocniejszymi. – Może masz rację, ale powiedz to głodnemu dziecku – usłyszałem. Żyletka nie chciała moich sentencji.
Lawirowała. Były dni kiedy czegoś chciała. A to pieska, a to wydać zbiór wierszy, a to namalować obraz. Może szukała jakiegoś sensu. Ja jej przynosiłem kolejne butelki bolsa. Zły ze mnie pedagog. – Chcę się zniszczyć – powiedziała w końcu. Zmartwiłem się troszkę, bo jeszcze wierzyłem w to, że jest niezwykła. – Pewnie tego nie zrozumiesz, ale proszę, postaraj się – dodała. Co tu nie rozumieć? Sam się niszczę od wielu lat. Jasne, wiedziałem co jej grozi. Nawet uczciwie ostrzegałem. Nie chciałem, żeby piła, ale nie oponowałem. Łatwiej było kupić kolejną butelkę bolsa niż cokolwiek tłumaczyć.
Poprzedniego wieczora wypiła tylko trzy piwa. Poszła spać trzeźwa. Przez całą noc przewalała się po łóżku. Nie mogła zasnąć. Ja też nie mogłem. Nie kochaliśmy się. Lał się z nas pot. Śmierdziały jej stopy. Nad ranem wtuliła się mocno. – Możesz coś dla mnie zrobić? – Jasne. – Mam dziś ochotę na lody. Zszedłem do sklepu. Naprawdę lubiłem jej sprawiać przyjemność. Kupiłem kubełek od Grycana, dwie paczki szlugów i sześciopak żywca.
Najlepsza ksiazka jaka w zyciu przeczytalem :)) Poczesci przypomina mi moje zycie osobiste, chodz staram sie juz nie melanzowac bo musze w zyciu osiagnac szczescia szczyt;)) mam tez talent w pisaniu, jak bede mial czas i wene nasmaruje podobne opowiadanie.... pozdrawiam wszystkich kumatych i jaknajbardziej polecam ksiazke!
Przeczytalam ten tekst i coś we mnie poruszył. Przypomniało mi się jak poprosiłam kiedyś mojego punkowca o lody. Nie wiem czemu to zrobiłam, bo o nic materialnego go nigdy nie prosiłam. Zapomniał, było mi tak cholernie przykro...Dąsałam się niczym mała dziewczynka. Nie wiedział oczywiście co mnie ugryzło. Pogodziliśmy się w łóżku, jak zwykle. Byliśmy ze sobą jeszcze kupę lat nim ostatecznie się rozstaliśmy. Coraz mniej z tego pamiętam, ale te cholerne lody tak i to że nigdy nie wiedział co mi dać na prezent, choć byliśmy ze sobą tak blisko... Być może życie składa się z takich detali, okruchów. Facet z którym jestem od raptem paru miesięcy przytargał mi ostatnio w prezencie obraz, zupełnie bez okazji. Zajebiście mi się podoba. Trafił nim w mój gust, a raczej zna go już...
_carmen_ według mnie to była jego prywatna prostytutka do której się przywiązał i zaczął się nią opiekować ...Chociaż mozż to zła teoria, to mi się tak wydaje